«

»

maj
05

Moja fascynacja „Niebiańską Przepowiednią” i Peru

 

11.01.2007.

Od pewnego czasu ciągle mówię o konieczności odwiedzenia Peru. Peru nie schodziło z moich ust podczas wycieczek po Egipcie, Ziemii Świętej i Jordanii. Wiem zresztą, że wcześniej czy później do Peru zajrzę.

I tu nagle…

…pewnego dnia… jestem z grupą w Asuanie na słynnej Tamie Asuańskiej. Omówiłam z grupą wszystkie techniczne sprawy przed wielką planszą, po czym dałam wszystkim trochę wolnego czasu na fotki.

Stoję sobe dalej w cieniu przy planszy i nagle podchodzi do mnie przystojny pan i szarmancko się skłoniwszy spytał czy to w języku rosyjskim mówiłam do grupy. Wyprowadziłam go z błędu mówiąc, że to był język polski. Spytałam go wówczas skąd jest, bo nie bardzo mi wyglądał na Egipcjanina, jakkolwiek jego karnacja była lekko śniada.

On na to ściągnął okulary słoneczne…. odsłaniając zabójcze oczy i powiedział, …że jest z Peru!!!

Zapytał mnie czy jestem zawodowym pilotem wycieczek, czy mam licencję. Gdy mu potwierdziłam spytał mnie o znajomość języków po czym powiedział że muszę przyjechać do Peru.

Tak!!! Powiedział do mnie: „Musisz przyjechać do Peru!!”.

Zwaliło mnie z nóg!! Ja, marząca o Peru od ponad roku, mówiąca o tym ciągle – spotykam Peruwiańczyka na Tamie Asuańskiej, który okazał się być jednym z szefów Peruwiańskiego Stowarzyszenia Pilotów Turystycznych. I niech mi ktoś powie, że marzenia sie nie spełniają.

… To znaczy to marzenie się jeszcze nie spełniło, ale wszystko jest na dobrej drodze.

Skąd jednak fascynacja Peru i jaki to wszystko ma związek z „Niebiańską Przepowiednią” możesz przeczytać dalej.

Niebiańska przepowiednia” Roberta Redfilda to pierwsza część tryptyku, którego akcja rozpoczyna się w Peru, a kończy się w Tybecie, w Szambali.

Historia opowiada o perypetiach kilku bohaterów, którzy się naprzemian spotykają wnosząc sobie nawzajem do życia jakieś przypadkowe zdarzenia i zbiegi okoliczności. Pierwsza książka, jak już wcześniej wspomniałam, to „Niebiańska przepowiednia”. Druga to „Dziesiąte wtajemniczenie”, a ostatnia to „Tajemnica Szambali”.

Ostatnio została wydana (przetłumaczona ja język polski) dodatkowa pozycja pod tytułem „Przewodnik po Nibiańskiej przepowiedni”. Książka ta pomaga zastosować różne sposoby i ćwiczenia z jakich korzystają bohaterowie w celu podniesienia swoich wibracji życiowych, a tym samym wyczulenie się na sygnały intuicyjne.

Okazuje się, że z naszą intuicją jest jak z pamięcią czy też z mięśniami. Jeśli się nie wyćwiczymy w odczytywaniu sygnałów to nie będziemy ich odbierać. Nie będziemy chodzić na trening to mięśnie zwiotczeja i osłabną. Z pamięcią jest podobnie.

Okazuje się, że ciągle dostajemy podpowiedzi co, kiedy i jak robić w życiu tylko, że ich w ogóle nie odbieramy. A możemy. Każdy może! Ile mozna sobie trudu zaoszczędzić korzystając z intuicji i jej sugertii….

Tak więc, już wiesz mniej więcej o czym są książki. Czy udało mi się Ciebie zainteresować – nie wiem, miałam jednak potrzebę podzielenia się z Tobą moją fascynacją tą książką.

Po co nam ta intuicja?

Podam przykład jej ignorowania. I to kilkakrotny w jednym dniu.

W pewnym okresie mieszkałam u znajomych w Szczecinie. Miasta za dobrze nie znałam. Kiedyś miałam spotkanie z jakąś wróżką, której adres miałam, ale nie wiedziałam dokładnie gdzie to jest. Spytałam więc moich domowników czy wiedzą, a oni na to, że to jest jedna z głównych ulic w centrum miasta, która jest przedzielona placem na dwie części. Nie byli w stanie, z pewnością, mi powiedzieć z której strony placu jest numer, który mnie interesuje, ale chyba po drugiej stronie niż przystanek tramwajowy, na którym wysiądę. Nie byli jednak pewni. Ok, jakoś znajdę , pomyślałam. Wyszłam z domu i na korytarzu intuicja mi przypomniała, że nie zabrałam klucza od domu. Od razu jednak, pomyślałam, że przecież domownicy nigdy nie wychodzą z domu wieczorami w środku tygodnia. Nie wróciłam się pomimo impulsu.

Wysiadłam na placu z tramwaju. Było ciemno. Intuicja mi mówi podejdź bliżej i sprawdź jaki jest numer domu po tej stronie placu. Natychmiast jednak pomyślałam, że znajomi mówili, że numer o który mi chodzi może być po drugiej stronie, więc znów zignorowałam impuls wewnętrzny i poszłam na drugą stronę placu.

Szukałam tego numeru przez 40 minut!! I zgadnij gdzie był.! Dokładnie na przystanku. To był ten numer, do którego nie chciało mi się podejść!!! Dobre, nie? Ale to nie koniec!

Wracam do domu, dzwonię do drzwi i….. cisza. Nikogo nie ma w domu!!! Przecież jest środek tygodnia. Oni nigdy nie wychodzili z domu w tygodniu! A jednak, gdybym posłuchała impulsu i wróciła po klucze – nie byłby problemu. To też jeszcze nie koniec!

Pierwszy impuls jaki mi przyszedł do głowy to to, że mogli pójść na piwo do baru na dole obok domu. Ale znów rozsądek mi powiedział, że gdzie tam. Oni przecież jutro idą do pracy. Na pewno na piwo nie poszli. Siedzę więc na schodach i czekam, bo co innego mogłam zrobić. I siedziałam, że zachciało mi się iść do toalety. Pomyślałam, że najbliższa toaleta jest na dole w Pubie. Zjeżdżam windą i…. dochodząc do Pubu, widzę przez okno moich znajomych siedzących i pijących piwo.

Co ty na to?

Trzy razy ignorowałam własną intuicję i jej podpowiedzi. I trzy razy za to „płaciłam”. Wsłuchajmy się w siebie, a wiele w naszym życiu zacznie się po prostu przydarzać tak jak chcemy. Będzie nam się po prostu przydarzać. Wierz mi, że to naprawdę fajne.

 

Książki Roberta Redfilda właśnie o tym mówią. Pokazują jak sobie wyostrzyć tą wrażliwość. Są super!!!

 

Zmieniony ( 22.05.2008. )

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.